Węgorz zamiast karpia

Oceń ten artykuł
(6 głosów)

Postanowiliśmy z Robertem wykorzystać dzień wolny w środku tygodnia, na wypad na rybki. Kolega wybrał jeziorko niedaleko Bydgoszczy, położone w niedużej kotlinie o urozmaiconej linii brzegowej i zróżnicowanej głębokości.

 

Robert, zapalony „karpiarz”, zameldował się nad wodą o godz. trzeciej nad ranem, ja dojechałem nieco później. Po dotarciu na miejsce tak zostałem przywitany

Pogoda z rana nie napawała optymizmem, z czasem jednak słońce nieśmiało zaczęło wyglądać zza chmur i mimo dokuczliwego bocznego wiatru, łowienie było znacznie przyjemniejsze. Ryb za dużo nie uświadczyliśmy, nie licząc „drobiazgu”. U Roberta raz lekko zabrzmiała ładna melodyjka z czujnika, a u mnie zawiesił się całkiem spory węgorz.